Udało się nam jedynie szybkim okiem aparatu uwiecznić kilka chwil ze śnieżnych szaleństw Batmana.Pozdrawiam Was gorąco, kochani Nie-cierpiący-poniedziałków!
Udało się nam jedynie szybkim okiem aparatu uwiecznić kilka chwil ze śnieżnych szaleństw Batmana.
Podziwiajcie zatem i gratulujcie mi Chłopa na schwał!
Powodzenia, kochani zdeterminowani!

Kolorowych snów o Chucku Norrisie (który wynalazł wszystkie barwy oprócz ...różowej. Ta podobno jest dziełem Toma Cruse'a) harcerze!
Bycie ambitnym naiwniakiem wcale a wcale nie pomoże nikomu w życiu w dojściu do wielkich tytułów. Co więcej można być upartym marzycielem i walić kilogramami publikacji do drzwi grona wielkich głów, a i tak wszystko przełoży się na algorytmy humorów ciał naukowych, sceptycyzm niezwyciężony skamieniałych twórców przejrzałych teorii, rachunki ... za telefon i papier do drukarki, miast dofinansowania do konferencji czy zakupu nowej aparatury.
A by konkretnie dojść do wypoconego i nieprzemyślnie wybranego tytułu pana / pani doktor, trzeba przejść zupełnie nieoczekiwaną drogę ciągu nowych doświadczeń. By skrócić niektórym ten wielki naukowy eksperyment, na stronach PHD Comics pojawiają się często wskazówki jak w miarę bezboleśnie nawigować w doktoranckiej egzystencji. Poniżej jedna z nich. Jeśli jesteście drogim phd, bądź macie nieopatrzną ochotę nim zostać, proponuję wbić sobie w głowę poniższą metodę w dochodzeniu do obranego ściśle naukowego celu.
Powodzenia, szaleni jeszcze-zanim-naukowcy!
Wyjaśniam: zdjęcia 5 (Lonsomecowgirl)/6 (Quenotte na Piq de l'Aigle)/7 (Zaczarowany las) są produkcji Grande Modeste. Grand merci pour m'autoriser la publication de tes photos, chère C! Pozostałe fotki należą do autora bloga (czyli mnie).Zdjęcia posegregowane, pikassy wysłane do wszystkich zainteresowanych, otrzymane pikassy pooglądane i skomentowane. Zostaje mi tylko przysiąść nieco fałdów i zebrać wypad do Jury w konkretny fotoreportaż.
Ale to dopiero mi się uda w piątek, i to po wielkim zmywaniu podłóg i okien: panny domagają się szmaty już od początku roku (strasznie burdelowo to brzmi, ale taka prawda). Nie ma to jak nawał obowiązków prowokujący nowe zadania. Wnerwia mnie niepowściągliwie (czyli wkurwia) constant między sprawami załatwionymi i tymi czekającymi na swoją kolej: sznuruje jedną rzecz, coś nowego się rozsupłuje za drzwiami i już wali we wrota. I tak w dzikim szale robót różnych istotne staje się zatrzymanie od czasu do czasu nad swojsko zwanymi duperelami – tu wpis do bloga, tam golenie nóg, beztroski wypad do kina czy powolne rozkładanie się na elementy pierwsze przy zaległej lekturze.
Ale póki co – w piątek wszystko trza na głowie postawić i porządki odwalić, by mieć później czas na dokładniejsze pooglądanie zdjęć i wystukanie dla potrzeb pamięci (mojej oczywiście) kilka zdań, które choć cząsteczkowo zamkną w sobie cudne widoki gór i dzikie galopy w śniegu francuskiej Jury.
Dobre, nie? W każdym razie morał jest następujący: uważajcie, jeśli wychodzicie do knajpy z chemikiem!